• pon.. sty 12th, 2026

Polonia Australijska – rozmowa z Leszkiem Pilchem

gru 4, 2025
Biblioteka w Australii

Australijska Polonia to nie tylko zespoły ludowe i tradycje – to przede wszystkim wybitni ludzie, pionierzy w wielu dziedzinach kultury, sztuki, nauki czy sportu, którzy w znaczący sposób przyczynili się do budowy współczesnej Australii. Polacy, gdziekolwiek się znajdują, pozostawiają swoje niepowtarzalne piętno – czy to na piaskach Tobruku, dzikich preriach Ameryki, w tropikalnej dżungli, czy na gorącej pustyni australijskiej. O życiu na Antypodach, powodach wyjazdu oraz o Polonii w Australii rozmawiamy z Leszkiem Pilchem.

Co skłoniło Pana do wyjazdu do Australii? 

Rok 1992 był dla mnie momentem przełomowym. Upadł Mur Berliński, Polska otwierała się na świat, a kolega z Akademii Górniczo-Hutniczej, prof. Filipiak, tworzył Instytut Telekomunikacji na Uniwersytecie w Adelajdzie i polecał mój wyjazd. Jednocześnie australijska organizacja Engineers Australia zaoferowała mi członkostwo i możliwość pracy. Z żoną szukaliśmy świeżego powietrza i przygody. Planowaliśmy wyjazd na rok, może dwa, zanim nasze dzieci pójdą do szkoły – i zostaliśmy na dłużej.

Jak przebiegały Pana pierwsze dni po przyjeździe do Australii?

Gdy odlatywaliśmy w lutym temperatura w Polsce wynosiła ponad minus 20 stopni Celsjusza. W Adelajdzie, gdzie mieszkamy, były 42 stopnie w cieniu. To był szok. W 1992 roku deszcz nie spadł przez ponad następnych sześć miesięcy. Nie dało się wyjść z domu bez specjalnej czapki lub kapelusza i grubej warstwy ochronnego kremu i okularów słonecznych.

Jakie różnice kulturowe między Polską a Australią najbardziej zwróciły Pana uwagę? 

W Polsce wystarczylo spojrzec w okno, by zobaczyć innych ludzi. W Adelajdzie mogliśmy spacerować długi czas i nie spotkać żywej duszy, a kiedy ktoś się pojawił, to zawsze uśmiechnięty. Charakterystyczną cechą australijczyków jest totalny luz. Codzienne życie w Australii kiedyś było spokojne i wygodne. Dziś, w dobie rosnącego ubóstwa i nierówności społecznych bywa trudniejsze niż w Polsce. W latach 90. uczciwość była normą, poczucie bezpieczeństwa było wysokie. Obecnie sytuacja się zmieniła. Tęsknię za Polską. Najbardziej brakuje mi polskiej kultury, tradycji, humoru i kuchni. Australijczycy traktują Polaków z sympatią, a większość postrzega nas jako fachowców i solidnych pracowników.

Czy w Australii działają jakieś organizacje polonijne?

W Australii działa ich wiele – teatry, chóry, zespoły taneczne, koła Polek, związki kombatantów, polskie kościoły, festiwale, a nawet domy starców. Polskie kościoły odgrywają istotną rolę w promowaniu języka i kultury polskiej, ale obecnie nauka języka polskiego jest organizowana głównie przez szkoły państwowe w ramach oficjalnych umów. W Południowej Australii funkcjonuje tylko jedna taka szkoła, która w soboty prowadzi zajęcia dla chętnych i przygotowuje do egzaminu maturalnego z języka polskiego. Dużą rolę pełnią też polskie kluby sportowe. Polonia australijska nieustannie maleje. Obecnie liczy około 210 tysięcy osób.  Największymi skupiskami są Sydney i Melbourne. Adelajda jest domem dla kilkunastu tysięcy naszych rodaków. Polacy lub ich potomkowie reprezentują nas na wszystkich możliwych stanowiskach państwowych, naukowych czy innych, szczególnie artystycznych. Mieliśmy i nadal mamy znanych sportowców czy rozpoznawanych w mediach ludzi przyznających się do polskich korzeni. Lokalne organizacje i media są kluczowe, ponieważ ułatwiają współpracę i utrzymanie więzi, szczególnie wśród seniorów, którzy angażują się w działania patriotyczne, kulturalne i społeczne oraz starają się przyciągać młodsze pokolenia.

Dlaczego nie zdecydował się Pan na powrót do Polski?

Głównym powodem były nasze dzieci, które czuły się i radziły świetnie w Australii, także w szkole. Obydwaj biegle mówią po polsku, mimo że nie uczęszczali na lekcje języka polskiego. Jeden jest wybitnym naukowcem i matematykiem, a drugi pracuje jako chirurg w najlepszych szpitalach.

Rozmawiała: Wiktoria Piwowarska